Skip to main content
Poranek na targu San Pedro: co zjeść, co kupić i czego nie przegapić

Poranek na targu San Pedro: co zjeść, co kupić i czego nie przegapić

Przyjedź przed ósmą, bo przegapisz prawdziwy targ

Targ San Pedro — Mercado San Pedro — leży pięć minut spacerem od Plaza de Armas, naprzeciwko dworca kolejowego. Z zewnątrz wygląda jak duży kryty targ. W środku jest czymś znacznie bardziej skomplikowanym: trzyczęściowym budynkiem mieszczącym targ pamiątek dla turystów, lokalny targ tekstylno-sprzętowy oraz jeden z najlepszych targów spożywczych, jakie znalazłem gdziekolwiek w Ameryce Południowej.

Kluczowe jest wyczucie czasu. Przyjedź o siódmej rano, przed grupami wycieczkowymi, a zastaniesz sekcję spożywczą w pełnym działaniu: stoiska z sokami otwierają okiennice, sprzedawcy zup obsługują tych, którzy pracują od czwartej, chleb się piecze, kotły z owsianką parują, przekupnie rozpakowują skrzynki z lokalnymi odmianami ziemniaka w kolorach, których się nie spodziewasz po ziemniaku.

Przyjdź o dziesiątej, a nadal znajdziesz dobre jedzenie, ale rytm jest inny — spokojniejszy, bardziej świadomy turystów, trochę mniej żywy.

Alejka soków

Moim standardowym pierwszym ruchem na targu San Pedro jest bar z sokami w centralnej sekcji. Za 3–4 PEN dostaniesz szklankę tego, co sprzedawca zblendował danego ranka: fioletową chicha morada (z suszonej fioletowej kukurydzy z przyprawami), maracuyá (marakuja) miksowana z pomarańczą lub jaskrawozielona mikstura ze szpinaku, aloesu, ananasa i czegoś, co sprzedawca nazywa „energizante”, czego nigdy nie zdołałem precyzyjnie zidentyfikować.

Każdy sprzedawca ma swoich stałych bywalców. Jeśli postoisz przy ladzie przez kilka minut, zobaczysz mieszkańców Cusco wpadających na poranny sok w drodze do pracy — robotnicy budowlani, nauczyciele, handlarze z innych sekcji targu. To nie jest produkt turystyczny. To infrastruktura śniadaniowa.

Rodzime ziemniaki i andyjskie podstawy

Peru ma ponad trzy tysiące udokumentowanych odmian ziemniaka, a andyjskie wyżyny wokół Cusco zawierają najwyższe stężenie tej różnorodności. W sekcji świeżych produktów targu San Pedro można zobaczyć znaczną jej część: długie czarno-fioletowe papa huayro, małe żółte papa amarilla o mączyście intensywnym smaku zupełnie niepodobnym do europejskich odmian, czerwone papa puka i różne formy suszone mrozem (chuño, moraya), które Inkowie wymyślili jako metodę konserwacji i które są nadal używane w ten sam sposób.

Zwykle spędzam dwadzieścia minut w sekcji z produktami, po prostu patrząc. Chili są równie zróżnicowane: rocoto (okrągłe, niebezpiecznie ostre), ají amarillo (podstawa peruwiańskiej kuchni, dymne i owocowe), ají panca (suszone, o głębszym smaku używanym do potraw duszonych). Jest coś w oglądaniu surowych składników, co sprawia, że jedzenie, które zjesz później, wydaje się bardziej zrozumiałe.

Śniadanie: chicharrón de chancho

Podczas ostatniej wizyty jadłem śniadanie przy ladzie w skrajnej lewej sekcji — jednej z mniej więcej tuzina kobiet serwujących pełne andyjskie śniadania ze stanowisk z palnikami gazowymi i ogromnymi garami. Posiłkiem był chicharrón de chancho: powoli smażona wieprzowina, lekko chrupiąca z zewnątrz, podawana z mote (dużą kukurydzą hominy), salsa criolla (czerwona cebula w soku z limonki) i cancha (prażona kukurydza). Kosztowało to 12 PEN.

To nie jest delikatny posiłek. To rodzaj śniadania, które podtrzymuje kogoś wykonującego pracę fizyczną od świtu do południa. Na wysokości, gdzie ciało pracuje ciężej niż zwykle przy wszystkim, to dokładnie to, czego pragniesz.

Jeśli wieprzowina na śniadanie to za duży krok, alternatywą jest api morado con buñuelos: ciepła fioletowa owsianka kukurydziana, gęsta i lekko przyprawiona cynamonem, podawana z smażonym ciastem drożdżowym. Kosztuje około 5 PEN i jest jednym z lepszych słodkich śniadań, jakie jadłem gdziekolwiek.

Jak naprawdę wygląda sekcja turystyczna

Powinienem być szczery co do turystycznej sekcji targu San Pedro, bo zajmuje prawą część budynku i jest tym, na co większość odwiedzających poświęca najwięcej czasu.

Sprzedaje to, czego można się spodziewać: szaliki z alpaki w każdym kolorze, rzeźbione drewniane maski, srebrną biżuterię, tkaniny z andyjskimi wzorami geometrycznymi, repliki naczyń inkaskich. Jakość jest bardzo zróżnicowana — niektóre przedmioty są naprawdę ręcznie robione tradycyjnymi technikami i uczciwie wycenione, inne to produkty fabryczne z Limy. Ceny są wyższe niż gdziekolwiek indziej w mieście, ale wciąż niższe niż na większości targów turystycznych w Ameryce Południowej.

Moje podejście: przejdź przez nią raz bez kupowania czegokolwiek, żebyś rozumiał zakres cen. Potem, jeśli coś cię zainteresuje, negocjuj od górnego końca w dół. Sprzedawcy oczekują negocjacji i preferują je. Oferowanie 70–75 procent ceny wywoławczej jest rozsądne; schodzenie poniżej tego poziomu — nie.

Poranek z kursem gotowania

Logicznym przedłużeniem poranku na San Pedro jest kurs gotowania zaczynający się na samym targu: wybieranie składników z przewodnikiem, który potrafi wyjaśnić, na co patrzysz, a potem przejście do kuchni, by gotować. Robiłem to dwa razy i za każdym razem był to posiłek, który najwyraźniej pamiętam z całego wyjazdu.

Format zazwyczaj zaczyna się przy straganie z chicha morada, przechodzi przez ekspozycję chili, wybiera kilka warzyw, których wcześniej nie gotowałeś, i dociera do kuchni z wyraźnym celem dydaktycznym. Dowiadujesz się, jak smakuje ají amarillo na surowo (na początku łagodne, z narastającą ostrością), dlaczego określone ziemniaki są wybierane do określonych dań, i jak lomo saltado — często traktowane jako proste stir-fry — jest w rzeczywistości budowane w warstwach smaku, z których każda wnosi coś konkretnego.

Kurs gotowania z wizytą na targu to, moim zdaniem, najlepsze dwie godziny, jakie możesz spędzić w Cusco, jeśli choć trochę interesujesz się jedzeniem. Przewodnik po kursach gotowania w Cusco wymienia, na co zwracać uwagę przy wyborze.

To, czego nikt nie wspomina: sekcja piekarnicza

W głębi sekcji spożywczej, za ladami z zupami i barem sokowym, jest stragan z pieczywem, który znalazłem, podążając za zapachem. Sprzedawczyni — kobieta, która była tam przy każdej z moich trzech oddzielnych wizyt — piecze tradycyjny andyjski chleb z gliniakowego pieca z tyłu straganu: duże okrągłe bochenki z lekko kwaśnym środkiem i twardą skórką, mniejsze słodkie bułeczki aromatyzowane anyżem i płaski chleb, którego nie byłem w stanie zidentyfikować, sprzedawany parami po 2 PEN.

Kupiłem sześć bułeczek i słoik miodu z sąsiedniego straganu i usiadłem na schodach przed targiem, jedząc śniadanie w porannym słońcu. Kosztowało mnie to około 8 PEN i pozostaje jednym z moich najwyraźniejszych kulinarnych wspomnień z Peru.

Przewodnik po jedzeniu na targu San Pedro szczegółowo omawia każdą sekcję, jeśli chcesz zaplanować wizytę z wyprzedzeniem. Ale szczerze, najlepsze podejście to przyjść, wejść w środek, podążać za tym, co pachnie dobrze, i pozwolić, żeby targ zrobił resztę.