Popołudnie tkania z kobietami z Chinchero — i czego się naprawdę nauczyłem
Pokaz tkania, który niemal pominąłem
Każda zorganizowana całodniowa wycieczka po Świętej Dolinie obejmuje standardowo pokaz tkania, zazwyczaj w Chinchero, czasem w spółdzielni koło Pisac lub Ollantaytambo. Przez lata wyrobiłem sobie łagodny cynizm wobec tych postojów — poczucie, że istnieją głównie po to, by skierować odwiedzających do salonu z pięknymi, drogimi tkaninami, z pokazem jako handlowym wstępem.
Myliłem się co do Chinchero. A przynajmniej myliłem się na tyle, żeby winien mu byłem porządną relację.
Chinchero leży na około 3 762 m n.p.m. — wyżej niż Cusco, wyraźnie wyżej niż dno doliny — na altiplano powyżej Świętej Doliny. Wioska jest znana z trzech rzeczy: ruin inkaskich, kolonialnego niedzielnego targu i tkaczy. Spółdzielnie tekstylne tutaj nie są spektaklami wyreżyserowanymi dla grup wycieczkowych. Są pracującymi stowarzyszeniami kobiet, które tkają od dzieciństwa i które przez ostatnie kilka dziesięcioleci sformalizowały swoją wiedzę w coś, czego można nauczać.
Czym właściwie jest pokaz
Mój przewodnik przeprowadził naszą małą grupę (siedem osób) przez drewnianą bramę dziedzińca spółdzielni. Był czerwiec, co oznaczało jasne zimne słońce, i kobiety pracowały na zewnątrz. Ustawione były trzy krosna — tradycyjne andyjskie krosno nagrzbietowe, gdzie napięcie tworzy tkaczka odchylając się do tyłu od paska zawiązanego wokół talii i odpierając o nitkę osnowy rozciągniętą między słupem a własnym ciałem.
Pierwszą wyjaśnioną kwestią było barwienie. Naturalne barwniki z lokalnych roślin: koszenila (maleńkie owady żyjące na kaktusach padalowych, które dają intensywne czerwienie i róże — to zaskoczyło większość grupy), indygo na błękity, różne rośliny na żółcie i zielenie. Paliło się małe ognisko z garnkami z barwnikami. Jedna kobieta zademonstrowała ekstrakcję koszenili, pocierając suchą poduszką kaktusa między palcami, aż jej dłoń zabarwiła się na intensywną karmazyną. To jeden z tych pokazów, które robią wrażenie bez względu na to, ile razy czytałeś o tym wcześniej — kolor jest niezwykły.
Pokazano też mordanty — sole i minerały używane do utrwalania barwnika na włóknie. Różne mordanty na tej samej koszenili dają różne odcienie. Ta sama roślina barwierska daje pomarańcz, czerwień, różyczkę i prawie fiolet w zależności od tego, czym jest utrwalana.
Sam pokaz tkania był wolniejszy i bardziej precyzyjny, niż się spodziewałem. Krosno nagrzbietowe wymaga rytmu — fizycznego ruchu ciała tam i z powrotem, równie ważnego jak ruch rąk. Demonstrująca kobieta poruszała się z beztroską płynnością sygnalizującą dziesięciolecia praktyki. Zaprosiła dwie osoby z naszej grupy do spróbowania. Obie wytrzymały około 90 sekund, zanim przyznały, że ich napięcie jest złe. Tkanina byłaby bezużyteczna, gdyby kontynuowały. Opanowanie tej techniki do jakiegokolwiek poziomu biegłości zajmuje lata.
Historia, która za tym stoi
Przewodnik — nasz mówił doskonałą angielszczyzną i wyraźnie kochał ten temat — wyjaśnił szerszy kontekst. Andyjskie tkactwo poprzedza Inków o tysiące lat. Państwo Inków używało tkanin jako waluty, trybutu i komunikacji politycznej: określone wzory i kolory były zarezerwowane dla konkretnych rang społecznych, a jakość materiału danego w prezencie komunikowała wagę relacji. Najdrobniejszy materiał cumbi tkały aqllakuna — wybrane kobiety poświęcające życie tkaniu i warzeniu chichy dla państwa. Sami Inkowie byli równie zainteresowani tkaninami co złotem.
Hiszpanie rozumieli to tylko częściowo. Zakłócili sieci handlowe, zmienili system produkcji i wprowadzili wełnę owczą (lama i alpaka były tradycyjnymi włóknami) — ale nie byli w stanie stłumić fundamentalnej wiedzy, która przetrwała w wiejskich społecznościach dokładnie takich jak Chinchero.
Struktura spółdzielni, którą odwiedzaliśmy, była częściowo odpowiedzią na konieczność ekonomiczną — łączenie umiejętności, dzielenie kosztów wyposażenia, tworzenie zbiorowej tożsamości dla marketingu — a częściowo świadomym wysiłkiem zachowania kultury. Kilka kobiet szkoliło młodsze pokolenia. Kilka uczestniczyło w wymianach z innymi andyjskimi społecznościami w Boliwii i Ekwadorze.
Co kupiłem i ile to kosztowało
Był oczywiście sklep. Długi niski pokój przy dziedzińcu z półkami gotowych tkanin: małe ozdobne kwadraty, serwety, poncza, torby, koce i duże skomplikowane obicia ścienne będące najbardziej wykwalifikowaną pracą. Ceny wahały się od S/25 za małą ozdobną część do S/900 i więcej za większe ręcznie tkane poncza z alpaki.
Kupiłem mały bieżnik stołowy, S/85, w tradycyjnych wzorach geometrycznych, z których Chinchero jest znane — przeplatające się diamenty i zygzaki w ziemistych czerwieniach i naturalnej kremowości. Powiedziano mi, że jest zrobiony z alpaki; nie mam możliwości niezależnej weryfikacji tego, ale waga i faktura były zgodne z alpaką, a nie z akrylem, który czasem ją zastępuje w produktach na rynki turystyczne.
Przewodnik po andyjskich tekstyliach wyjaśnia, jak odróżnić prawdziwą alpakę od syntetycznych mieszanek — test spalania i test dotyku — czego żałowałem, że nie znałem dokładniej przed wyjazdem.
Zarezerwuj wycieczkę po Świętej Dolinie obejmującą Chinchero, jeśli wolisz mieć przewodnika znającego kontekst niż samodzielnie poruszać się po spółdzielniach. Dobry przewodnik w Chinchero sprawia, że pokaz jest naprawdę edukacyjny, a nie tylko wstępem do zakupów.
Ruiny nad wioską
Po pokazie tkania miałem godzinę wolną i wszedłem na ruiny inkaskie na grzbiecie ponad wioską. Są częściowe, ale znaczące: duży plac, pozostałości królewskich budynków inkaskich i kolonialny kościół Nuestra Señora de la Natividad zbudowany bezpośrednio na inkaskich fundamentach z inkaskich kamieni. Klasyczna kolonialna strategia budowania nowej religii na szczycie starej.
Widoki z ruin są znaczące — altiplano rozciągające się w kierunku Cusco, góry obramowujące południowy horyzont. W jasne czerwcowe popołudnie światło było ostre, a cienie długie. Siedziałem przez chwilę na murze, który stał tam przez sześćset lat i próbowałem naprawdę to poczuć.
Czy Chinchero zasługuje na więcej niż postój grupowy
Szczera odpowiedź brzmi: tak. Większość całodniowych wycieczek po Świętej Dolinie daje Chinchero może godzinę, wciśniętą między Moray a powrót do Cusco. To wystarczy, żeby zobaczyć pokaz, przejrzeć sklep i rzucić okiem na ruiny. To za mało, żeby zrozumieć, na co patrzysz.
Gdybym projektował własny dzień w Świętej Dolinie, przyjechałbym do Chinchero jako pierwszego, gdy jest spokojniej, i dał mu dwie godziny. Niedzielny targ — szczególnie wczesnym rankiem, zanim przyjadą autokary turystyczne — to naprawdę lokalny event z budami ze jedzeniem, produktami i inną atmosferą niż nastawiony turystycznie targ w Pisac. Przewodnik po tkaniu w Chinchero wchodzi głębiej w historię spółdzielni i to, co jest dostępne.
Kompletny przewodnik po Świętej Dolinie obejmuje pełny obwód doliny z praktycznym harmonogramem. Jeśli planujesz jeden dzień w dolinie, wybór tego, co uwzględnić, a co pominąć, jest trudniejszy niż sugeruje większość artykułów o itinerariuszu — w dolinie jest po prostu więcej, niż jeden dzień może rozsądnie pomieścić.